poniedziałek, 18 lutego 2013

Przysięga

Luźna historia. Bohaterowie: Usagi, Seiya, Mamoru, Diamand, Taiki, Thea, Ami



I ślubuję Ci miłość, wierność...”. A co to właściwie jest miłość? Przyspieszone tętno? Serce trzepoczące w piersiach niczym skrzydła uwięzionego w klatce ptaka? Może przyjemne uczucie motylków w brzuchu
  To z pewnością oznaki zauroczenia bądź zakochania, ale czy na pewno miłości? Najtrudniej odpowiedzieć na to pytanie, gdy każdy z tych objawów przeminie i zostajemy w kropce.Wierność - o ile każda kobieta bardzo dobrze zrozumie znaczenie tego słowa, to jej partner może mieć już znaczy problem. W zasadzie męski tok myślenia nie jest skomplikowany. Gdyby zapytać któregoś z panów, czym jest dla niego wierność, to definicja raczej odbiegałaby od tematu. Następny „filozof” po wyjątkowo długim namyśle stwierdziłby, że nie istnieje coś takiego w żadnym słowniku. Kolejny zapytany mógłby wylądować na intensywnej terapii, bo to przecież takie kontrowersyjne.-”I nie opuszczę Cię aż do śmierci...”-blondwłosa nastolatka wypowiedziała na głos magiczną sekwencję, ale zabrzmiało to mało entuzjastycznie.

-A kto powiedział, że muszę tak długo czekać?!-zsunęła z serdecznego palca pierścionek.
Uniosła złote kółeczko do góry, a jego forma zrównała się z ognistą kulą na niebie. Teraz wydawało się, że promienie wirują wokół niego i dziewczyna na moment przestała myśleć o przykrościach jakie ze sobą niósł .
-Pilnuj tego pierścienia za x jenów, bo go jeszcze zgubisz-czarnowłosy młodzieniec przysiadł na kraciastym kocu, który zajmowała jego przyjaciółka oraz uśmiechnął się łobuzersko.
Do parku napływała liczna młodzież, by spędzić wolne popołudnie, ale to nie przeszkadzało chłopakowi objąć blondynkę w pasie. Chociaż znajomi ze szkoły plotkowali na temat dziwnej zażyłości pary, to on nie przejmował się historyjkami wyssanymi z palca. Nigdy nie przekroczył granicy, przecież nie chodziło mu o rozdzielenie narzeczonych.
-Mógłbyś przynajmniej raz odłożyć te swoje gierki na bok-Usagi rozłożyła się na całej długości koca, a po jej twarzy przebiegł grymas niezadowolenia.
-Kiedy tak się dąsasz, to jesteś jeszcze bardziej pyzata-pociągnął ją za policzek.
-Seiya!-zamachnęła się, niechcący wypuszczając pierścionek z ręki.
Kou bez zastanowienia sięgnął po niego i znowu zaczął żartować z panny Tsukino.
-Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?-wstał, a potem ukłonił się.
-Pajac!-żachnęła się, naprawę obrażając na przyjaciela.
-Odango...-uklęknął z powrotem, przyciągając ją do siebie.-Przepraszam-oparł czoło o jej ramię.
-Tym razem Ci wybaczę-wtuliła się w niego swobodniej.
Przesiedzieli kilka minut w ciszy, kiedy słońce przysłonił nieznany im cień.
-Cześć dzieciaki! Co porabiacie?-białowłosy mężczyzna wpatrywał się w licealistów ciemnofioletowymi tęczówkami.
-Diamand!-Usagi znowu nie kryła zainteresowania studentem Akademii Sztuk Pięknych.
-Co Ty tu robisz?-Seiya grymasił na widok kuzyna.
Zawsze go denerwowało, że ten zjawia się niezapowiedzianie i wszystkie dziewczęta wzdychają z zachwytu.
-Niezwykle rodzinne powitanie, Seiya-kun-Diamand zasiadł na ławce naprzeciw pary.-Wpadłem sprawdzić, jakie robisz postępy w nauce.
-Bo to rzeczywiście Cię obchodzi-Kou prychnął pod nosem opryskliwie.
Białowłosy uśmiechnął się, wyjmując z kieszeni paczkę papierosów.
-Gdzie się podział Twój pierścionek, Usa-chan?-od razu spostrzegł brak błyskotki.
-Oj-dziewczyna zawstydziła się, iż zapomniała założyć go z powrotem.-Seiya się wygłupiał i...i jakoś mi umknęło-zwaliła winę na bruneta.
-Mówisz, że Ci umknęło...Słaba wymówka-zaciągnął się, wypuszczając szary dymek z ust.
-Co się tak jej czepiasz?-młodszy chłopak zezłościł się i stanął w obronie złotowłosej.-Safir miał Cię dość i dlatego zadręczasz nas?!
-Akurat się mylisz, ale masz od niego pozdrowienia. Słuchaj Usa-chan, skoro taki masz problem z zaręczynami, to po co się zgadzałaś? Nie rozumiem, czemu ludzie utrudniają sobie życie na siłę-westchnął udając zmartwionego.
Tsukino zadrżała , bo rozmowa niebezpiecznie schodziła na temat, którego wolałaby nie poruszać.
-Muszę was przeprosić...Mam do załatwienia coś bardzo ważnego-podniosła się niemrawo, a że nie potrafiła kłamać, to jej buzia przybrała kolor dojrzałej wiśni.
-A to pech-białowłosy cudem nie wybuchnął ze śmiechu.
-To ja Cię odprowadzę-niebieskooki nadgorliwie chciał towarzyszyć przyjaciółce.
-Odpuść Romeo!-kuzyn chwycił go za rękaw bluzy i klapnął z hukiem na skrzypiące deski.
Usagi skorzystała z zamieszania przewieszając torbę przez ramię, pomknęła zielonymi alejkami. Ostatni raz zerknęła do tyłu, w oddali Seiya sprzeczał się z Diamandem...
****
  17-letnia Usagi nie była zbyt częstym gościem szkolnej biblioteki, ale jak już się pojawiała to wywoływała furorę. Uczniowie prawie mdleli z wrażenia, a bibliotekarka zasilała się dodatkowymi porcjami kawy, przewidując, że to nie będzie łatwa wizyta.Nastolatka perfekcyjnie pokonała slalom, za który robiły regały z książkami i umknęła przed wścibskimi spojrzeniami. Jej złota czupryna zniknęła za drzwiami z tajemniczym napisem „Czytelnia”, dla niektórych trudnym do rozszyfrowania.
Wybrała stolik w samym rogu pomieszczenia i rozłożyła podręcznik do fizyki. Jednak determinacja stopniowo słabła, gdy bardziej zagłębiała się w obowiązkowe zagadnienia. Białe kartki zeszytu pozostały niezapisane, a stan wiedzy bez zmian.
-Ohayou, Usagi-chan!-zdyszana Ami stanęła nad przyjaciółką, która z nudów bawiła się końcami swoich włosów.
-Ohayou!-Tsukino drgnęła i zaczęła udawać, że pilnie rozwiązuje zadanie.
Kiedy zdała sobie sprawę, iż niebieskowłosa milczy, odważyła się podnieść głowę znad notatek.
-A...Ami-chan, co się stało?-zdziwiła się, ponieważ Mizuno miała zaczerwienione oczy.
-Pamiętasz, że mamy przygotować prezentację na biologię?
-Taaa...Jakże mogłabym zapomnieć? Nikt nie chciał być ze mną w parze-blondynka pokręciła nosem.-A co? Też masz problem?
-Zaproponowałam Taikiemu, że powinniśmy razem się za to zabrać. Gdybyśmy połączyli nasze umiejętności, to byłby najlepszy projekt!-krzyknęła triumfalnie, ale jej oczy zaszkliły się od łez.
-No i?
-Odmówił...Odmówił! Prawie wszyscy w klasie chcieli, żebym wybrała kogoś z nich, a on po prostu odmówił! Patrzył na mnie tak, jakby w ogóle mu nie zależało.
-Trudno. Dzięki temu możemy być razem-Usa zaświergotała beztrosko, uśmiechając się szeroko.
-Nie!-Mizuno wyprostowała się sztywno, zaciskając pięści.-Nie poddam się! Jeszcze będzie mnie błagał, bo sam sobie nie poradzi!-wybiegła naładowana nową energią.
Zrozpaczona Usagi położyła głowę na stoliku, ukrywając się za książką i pojękując bezradnie. Już nie tylko z fizyki szykowała się ocena niedostateczna, ale także z biologi.
Nagle ktoś zastukał palcem w okładkę i dziewczyna wychyliła się nieznacznie, spoglądając podejrzliwie na intruza.
-Ty jesteś Usagi Tsukino?-zapytał chłopak z ogromnymi okularami na nosie.
-Tak.
-Seiya Kou to Twój chłopak?
W drobnym ciele dziewczyny zawrzała krew, choć nie potrafiła wytłumaczyć , skąd się wziął ten gniew.
-Żartujesz sobie?! Nie wiem od kogo masz takie informacje, ale to bzdury! Myślisz, że nie stać mnie na kogoś lepszego?!-pozbierała swoje rzeczy i pognała do wyjścia.
Seiya, który był gotowy zrobić całą pracę domową za nią i właśnie chciał zaoferować pomoc, schował się za regałem z literaturą piękną.
-Lepszego...-wyszeptał pogrążony w smutku.
****
  Zbliżał się wieczór i Usagi uspokoiła się po incydencie w bibliotece. Zmieniła szkolny mundurek na koszulową bluzkę z krótkim rękawkiem oraz szorty. Doszła do wniosku, że zrobi Mamoru niespodziankę, bo i tak nie miała głowy do nauki. Poza tym, musiała rozwiać wątpliwości związane ze ślubem. Im była starsza, tym bardziej fascynacja starszym mężczyzną odchodziła w dal. Już nawet nie chodziło o różnicę wieku, tylko o zwyczajne zrozumienie...Przeciwieństwa się przyciągają, ale to nie zawsze zdaje egzamin.„Przynajmniej próbowałam...”-przemknęło jej przez myśl, gdy zmierzała do mieszkania narzeczonego.Wyjęła z torebki klucze, które kiedyś dostała i po cichu dopasowała odpowiedni w zamku. Weszła na paluszkach do środka, a potem zdjęła balerinki, odstawiając je na wycieraczkę. Z pokoju dobiegał jakieś szmery, ale rozpoznała tylko głos Chiby. Przybliżyła się do futryny, przytulając policzek do zimnej ściany. Jeszcze nigdy nie widziała, by Mamoru tak żartobliwie i otwarcie z kimś rozmawiał. Najwidoczniej wreszcie mógł komuś opowiedzieć o swoich pasjach. Wówczas Usa zrozumiała, iż dzieli ich ogromna przepaść. W sumie nie czuła żalu, że to przy boku Saori, bo do niej należał drugi głos, mężczyzna odżywał.
Blondynka zapukała, aby przeszkodzić parze, a przede wszystkim podjąć najważniejszą w życiu decyzję.
-Usako?-Mamoru był zaskoczony wizytą narzeczonej.-Jak weszłaś?
-Musiałeś nie słyszeć jak pukałam-skłamała.-Saori-san, miło Cię widzieć-wyciągnęła dłoń w stronę kobiety.
-Też się cieszę Usagi-szatynka odwzajemniła gest.-Nie chciałabym wam przeszkadzać. Będę się zbierać, bo się zasiedziałam. Mamoru, dziękuję za rozmowę-pożegnała się i wyszła.
-Nie spodziewałem się Ciebie-brunet zaparzył świeżą herbatę, podsuwając dziewczynie jej ulubione ciastka.-Nie będziesz narzekał, że jestem za gruba? Może starasz się zagłuszyć sumienie?
-Usako, przecież wiesz, że żartujesz. Zawsze mnie uprzedzałaś, kiedy miałaś przyjść. Jestem trochę nieprzygotowany.
-Daj spokój, Mamo-chan. Przed chwilą zobaczyłam, co tak naprawdę sprawia, że jesteś szczęśliwy.
-Ale...
-Nie przerywaj mi, proszę. Ja wiem, że Ci na mnie zależy, ale to nie jest takie uczucie o jakie może chodzić zakochanym. Jestem Ci wdzięczna za poświęcony mi czas, ale lepiej będzie jeśli oboje spróbujemy poszukać właściwej drogi. Niekoniecznie wspólnej.
Mężczyzna zaniemówił, bo dojrzała wypowiedź Usagi była zdumiewająca.
-Nie wiem, co powiedzieć-przeczesał dłonią włosy.-Jak mam to rozumieć?
-Zapytam inaczej. Kochasz mnie?
Zapadł krępująca pauza, która właściwie wystarczyła za odpowiedź.
-Gdybyś mnie kochał, nie zastanawiałbyś się tak długo. Nie wiem, co będzie później, ale na dzień dzisiejszy to najlepsze rozwiązanie. Mamo-chan-wzięła go za rękę, wsuwając do niej pierścionek.-Zawsze będziesz dla mnie kimś ważnym.
****
  Wybiegła na ulicę czując ulgę. Opłacało się być szczerym, bo teraz zaczynała nowy rozdział i to według swoich planów.Obróciła się własnej osi, a potem...zderzyła z jakimś mężczyzną.
-Usa-chan, stanowisz zagrożenie dla otoczenia-Diamand uśmiechnął się ironicznie.
-To Ty ciągle na mnie wpadasz-oburzyła się.
-Niech Ci będzie mała-objął ją ramieniem.-A coś Ty taka rozanielona?
-Rozstałam się z Mamoru.
W oczach białowłosego zalśniły przebiegłe iskierki.
-I co teraz?-schylił się, a jego usta znalazły tuż przy uchu dziewczyny.-Poszukasz sobie kogoś lepszego?
Zmieszała się, bo to przecież były jej słowa. Próbowała się wyszarpać, lecz natarł na nią całym ciałem i przejechał palcem po dolnej wardze.
-Gdyby na moim miejscu był Seiya, to też byś go odepchnęła?-zniżył zmysłowo głos oraz poluzował uścisk.
-Ej! Przestań się ze mną droczyć!-zawstydziła się, ponieważ miała mieszane uczucia względem przyjaciela.
W bibliotece wykrzyczała nieprawdę, w dodatku osobie której nie znała.
-Chodźmy już stąd, blokujemy tylko przejście-wykręciła się na pięcie.
-Usa-chan! Ty naprawdę jesteś szczęśliwa.
-Un-kiwnęła potakująco głową.-Przysięgam, że już nigdy nie podejmę pochopnie żadnej decyzji.
-Nie przysięgaj. Dopiero udowodniłaś, że przysięgę można łatwo złamać.
Ruszyli drogą prowadzącą do centrum miasta. Tą samą, którą kilka godzin wcześniej Ami Mizuno dogoniła obiekt swoich westchnień.
-Taiki-kun! Taiki-kun!-zrównała się z chłopakiem.-Wołałam Cię, nie słyszałeś?
-Słyszałem-odparł chłodno, idąc wolnym krokiem.-Twoja strata.
-Wpadłam na pomysł dotyczący prezentacji-niebieskowłosa nie dawała za wygraną.
Szatyn zatrzymał się i chwycił ją za ramiona, przeszywając na wylot fiołkowym spojrzeniem.
-Ile razy mam Ci powtarzać, że nie jestem zainteresowany? Jeśli naprawdę jesteś inteligentna, to zejdź na ziemię.
Mizuno patrzyła na oddalającą się postać Taikiego, ale nadzieja narodziła się w niej na nowo, gdy zatrzymał się na przystanku autobusowym. Dlatego ponownie podjęła walkę o jego względy.
Uśmiechała się do niego nieśmiało, co jednak nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Kou ożywił się dopiero na widok dziewczyny o bursztynowych lokach, która w prawej ręce trzymała futerał na skrzypce, a druga machała na powitanie. W końcu wybiegł jej naprzeciw i przytulił, unosząc lekko do góry.
-Nie jesteś sam?-zielonooka zainteresowała się obecnością przelęknionej Ami.
-To koleżanka ze szkoły.
-Naprawdę? Nareszcie mogę poznać kogoś z Twoich znajomych. Miło mi, jestem Thea Aider. Dziewczyna Taikiego.
-A...Ami Mizuno...Z...Znajoma...Ja...Ja już pójdę. Gomenasai-ukłoniła się prawie po same kolana i uciekła.
****
Następnego dnia

  Diamand znowu szukał rozrywki w towarzystwie Usagi oraz Seiyi. Tym razem dołączył do niego Safir, bo za nic nie chciał przepuścić okazji podokuczania małolatom. Obaj droczyli się z parą, że białowłosy potrzebuje modelki, która pozowałaby mu do obrazu. Sprzeciwy młodszego bruneta rozchodziły się po całym parku.
-Usa-chan, puściłaś doktorka kantem?-Safir zaczepił blondynkę, ciekawy jej reakcji.
-Rozstaliśmy się w zgodzie-odpowiedziała spokojnie, sięgając po następną kankę czekolady.
-Mam was dość!-Kou warknął.-Odango, zapraszam Cię na lody.
-I nie będziesz się śmiał, że jestem za gruba?
-Przysięgam-Seiya przybrał postawę żołnierza na warcie.
-Nie przysięgaj, bo przysięgę między ludźmi można łatwo złamać-zerknęła na fioletowookiego, który puścił do niej oczko.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz